Szata zdobi motocyklistę?

Na ogół kolejność „stawania się" motocyklistą jest następująca: interesujemy się motocyklami, idziemy na kurs, otrzymujemy lejce - czyli zdajemy prawo jazdy, w tak zwanym międzyczasie stajemy się posiadaczami kolejnych elementów składowych ubioru motocyklisty, i wreszcie - na koniec - na dwóch kółkach wyjeżdżamy na drogę jako pełnoprawn(a)(y) motocyklist(k)a *. Wraz ze zdobywaniem doświadczenia jeździmy ciut szybciej, odważniej, a także jesteśmy bardziej świadomi tego co dzieje się na drodze. Obserwujemy na przykład jak wiele „puszkarzy” specjalnie zajeżdża nam drogę, lub złośliwie nieustępuje miejsca. Jak dużą rolę w procesie wspomnianego przed chwilą „uświadamiania” pełni to co mamy na sobie: kask, kurtka, buty, spodnie? Wydawać by się mogło, że niewielką, lub żadną. Jakim cudem moje postrzeganie innych na drodze, moje zachowania mogą zmieniać się w zależności od stroju??? Poniżej postaram się wykazać, że to przekonanie jest mylne. Co więcej, postaram się wykazać, że postrzeganie nas: motocyklistów zmienia się w zależności od tego jak jesteśmy ubrani. Celem tego tekstu jest zachęcenie do odmiennego spojrzenia na strój motocyklowy. O jego ciemnej stronie (i nie mam tu na myśli koloru materiału) wiemy zapewne mniej.

Jak strój zmienia autopercepcję motocyklisty?

Ciężko się jeździ na motocyklu bez ciemnych okularów lub blendy słonecznej, prawda? Jednakże, czy to co mam na oczach może jednocześnie zmieniać moje zachowania? Zdroworosądkowo odpowiedzielibyśmy, że raczej nie. Psychologia społeczna pokazuje jednak coś zgoła odmiennego.. Pokazano to w eksperymencie, gdzie proszono osoby badane, by założyły ciemne okulary. Okazało się, że osoby te miały wrażenie, że... są mniej widoczni. Jakby nieco się rozpływali w otoczeniu zakładając kawałek czapki „niewidki”. Jeszcze inne badania wykazały, że osoby angażujące się w krzywdzenie innych ludzi (byli strażnikami w więzieniu, a cierpiącymi byli podlegli im więźniowie) chętniej zakładały... ciemne okulary. Dzięki nim niejako rósł dystans między nimi a ofiarą; zadanie było choć troszkę łatwiejsze do wykonania, zniesienia.
Zapytajmy zatem jak zwrotnie poczucie „oddalenia” od innych, czy też „schowania” przed nimi mogą zmieniać zachowanie ludzi? Kolejne badania pokazują wprost, że osoby takie mają poczucie anonimowości. A to z kolei wpływa, na przykład, na zwiększenie prawdopodobieństwa do prezentowania agresywnych, niemoralnych, przestępczych zachowań. Poparcie dla tych słów odnajdziemy w eksperymencie, w którym nakłaniano uczestników do aplikowania uderzeń prądem obcej osobie. Okazało się, że tym chętniej to czyniła (lub tym mniej się broniła przed tym niemoralnym zachowaniem) jeżeli miała wrażenie, że jest mniej widoczna. Jak zapewniano takie poczucie? Wystarczało założyć jej na głowę papierową torbę
z wyciętymi otworami na usta i oczy, co zapewne uniemożliwiało identyfikację „kata”. Zauważmy jednak, że zmieniało się poczucie tej osoby w papierowej torbie na głowie, a nie zewnętrznych obserwatorów. Zatem to, co te osoby miały na sobie diametralnie wpływało na ich (negatywne) zachowania wobec niewinnej osoby. Przy czym ich otoczenie się nie zmieniało. To ich autopercepcja się zmieniała.

Podobne doniesienia o skutkach płynących z poczucia „anonimowości” odnajdziemy w doniesieniach z badań na pograniczu prawa i psychologii. Na przykłady analiz nad zachowaniami przestępczymi wykazały, że jeżeli osoba mająca możliwość popełnienia wykroczenia/przestępstwa miała jednocześnie wrażenie „bycia na widelcu” to bardzo często odstępowała od tego czynu. Wystarczyło jednak stworzyć poczucie, że „rozpoznanie będzie trudne” (czapka, okulary, wyłączone kamery) to skłonność taka rosła. Możemy te prawidła odnaleźć w codziennym życiu. Zwróćmy bowiem uwagę na to, jak zachowują się kibole szykujący się do zadymy. Jakich zachowań chce się zabronić na stadionie? Właśnie zakrywania twarzy, a zatem poczucia bezkarności i anonimowości. Albo jeszcze inny przykład. Jak zachowujemy się w trasie, jak szybko jedziemy, kiedy zakładamy, że zrobi nam zdjęcie fotoradar. Na tej drogiej pamiątce będzie widoczny nasz numer rejestracyjny, nasza twarz. A teraz zastanówmy się, jak byśmy się zachowywali jadąc motocyklem, kiedy wszystkie radary na tej trasie robią jedynie zdjęcia z przodu pojazdu. Prawdopodobieństwo „rozpoznania” jest w tym przypadku znikome, by nie powiedzieć zerowe. Czy w tym drugim przypadku jedziemy tak samo spokojnie i ostrożnie? A może pozwolimy sobie na nieco swobody i szaleństwa - przecież nas nikt nie złapie.

Kolejnym elementem tego, co motocyklista zakłada na siebie to strój mający nieść ochronę „kierownika”. Solidne buty, spodnie + kurtka z protektorami (oczywiście inne kombinacje możliwe, jak zbroja+buzer itp) i rękawiczki. Wyobraźmy sobie teraz, że siedzimy przed barem, gdzie na obiad zajechała wcześniej grupa kilkudziesięciu motocyklistów. Obserwujemy zarówno to co będzie się działo, jak i własne odczucia. OK - wychodzą, wsiadają na motocykle i odjeżdżają, by kontynuować wycieczkę. Z pewnością zauważymy, że kiedy już są w pełnym rynsztunku to ciężko zobaczyć w nich konkretnego człowieka, a raczej członka większej społeczności. Nie „Teresy”, czy „Janka”, ale motocyklistę; członka grupy, a nie jednostkę. Jednakże, czy to poczucie udzielać się może nosicielom tego rynsztunku? Czerpiąc z osobistych doświadczeń - raczej tak. Obserwując zamaskowanych chuliganów również to zauważymy - poczucie rozpłynięcia w tłumie zwiększa ryzyko prezentowania zachowań agresywnych, wandalizmu itp. Zastanówmy się więc, czy odczucie takie nie ma podobnego efektu jak założenie ciemnych okularów? Przestaję być „Wojtkiem”, a staję się członkiem jakiejś grupy. Ciężej mnie zidentyfikować. Co za tym może iść - opisałem już wyżej.

Opuśćmy mury psychologicznego laboratorium i wsiądźmy na motocykl. Czy to, że po założeniu kominiarki, pełnego stroju, kasku, zasunięciu blendy wsiadam na dwa koła może powodować, że będę się inaczej zachowywał? Zapewne wszyscy motocykliści odpowiedzieliby, że nie! I pewnie podalibyśmy wiele dowodów wykazujących naszą wyjątkowość i niepoddawanie się prawidłom psychologii (co nosi nazwę „efekt lepszy od przeciętnego”). Ale pomyślmy czy przypadkiem podobnie nie czyniliby uczestnicy wspomnianych eksperymentów. Który z badanych studentów zgodziłby się ze stwierdzeniem, że założenie na głowę papierowej torby uczyni go bardziej agresywnym? Żaden.

Jak strój zmienia percepcję motocyklisty?

Powróćmy do baru okupowanego przez motocyklistów. Jesteśmy teraz kierowcami minimum czterech kółek i obserwujemy grupę jak wychodzi i odjeżdża. Czy przypadkiem nie podpadamy pod część opisanych eksperymentów? Czy to, że zamiast indywidualnych ludzi widzę zwartą grupę; nie widzę jednostek, ale masę może zmieniać moje zachowanie wobec nich? Ponownie sięgnijmy do podręczników z zakresu psychologii społecznej, ale nie tylko - również do pamiętników, np. Kępińskiego. Wiele lat temu zauważył on, że naziści nie byli źli dla ludzi. Dla numerów tak. Co to oznacza dla naszych rozważań? Może to, że do póki widzę w kimś człowieka, tak długo traktuję go po ludzku. W przypadku jazdy w trasie ustąpię miejsca, dam znak migaczem, że można wyprzedzać. Podziękuję uprzejmie, kiedy ta osoba mi zrobi uprzemość. W momencie, kiedy traci on cechy przypisane człowieczeństwu, jednocześnie traci prawa mu przypisane? Innymi słowy: czy tak samo (miło) będę się zachowywał wobec debila na drodze (załóżmy, że któremu to ja nadałem takie określenie jedynie patrząc na niego, a nie słusznie na ot zapracował).

Zejdźmy jednak z tak wysokiego „c” nieco niżej. Badania nad psychologią uprzedzeń pokazują, że jeżeli mam złe zdanie o jakiejś grupie, to nie widzę w niej pojedynczych jednostek, ale postrzegam jako zwartą całość. Przestaję widzieć człowieka. A to z kolei prowadzi do dehumanizacji czy depersonalizacji. Jakie to ma znaczenie? Takie, że np. nie przypisujemy im cech ludzkich. Z tej perspektywy zerknijmy na określenia kierowane wobec nas przez innych kierowców. Dawca, warzywo, samobójca. Czy nie odnajdujemy w nich właśnie takich negatywnych i „nieludzkich” określeń? A czy nazywanie kogoś w ten sposób modyfikuje nasze zachowanie wobec tej osoby, grupy? Konsekwencje pogardliwego, czy obelżywego określania innych ludzi odnajdziemy w podręczniku z psychologii społecznej pod hasłem Efektu Pigmaliona. Wykazano w nim, że mając negatywny obraz jakiejś grupy, to idzie za tym również negatywne i krzywdzące zachowanie wobec jej członków. Co jeszcze ważniejsze, grupa wrogo traktowana nie zachowuje się jakby nic nie widziała, czy nie czuła nieprzyjemnego podejścia, ale zwrotnie staje się negatywnie nastawiona do osoby, która tak ich odbiera/traktuje. I zaczyna się rozpędzać spirala negatywnych zachowań. Grupa potwierdza negatywne wrażenie, osoba mająca z nimi kontakt i ją etykietująca zaczyna być jeszcze bardziej wroga, co podjudza grupę itp., itd.

Podsumowanie. Nie było moim celem zachęcić do zrezygnowania z ochronnego stroju, czy blendy słonecznej. Wszystkie te atrybuty nie są gadżetami, ale obowiązkowym (według mnie) minimum zestawu do ochrony podczas jazdy. Było nim, po pierwsze, wykazanie motocyklistom, iż to co mają na sobie może zmieniać ich zachowania na bardziej ryzykowne, czy też agresywne. Po drugie, dotrzeć do innych kierowców (nie-motocyklistów) wskazując, że jeżeli nie widząw grupie motocyklistów jednostek (co wynikać może również z uniformizacji ubioru), to mogą za tym iść z poważne skutki dla obu stron (np. wzrost agresji, wzajemnej niechęci, a w konsekwencji wypadek).


-----------------------------
* Dla uproszczenia będę stosował rodzaj męski pamiętając oczywiście, jak wiele kobiet jest motocyklistkami.

Dr Wojciech Kulesza

Sezon motocyklowy otwarty

Wraz z nadejściem wiosny na drogi wyruszyli motocykliści. Jak są postrzegani? I czy rzeczywiście jest to wizerunek prawdziwy?

Część osób z pewnością nazwie motocyklistów „szaleńcami na drodze”. Wszechobecne w internecie nagrania różnorodnych, często niebezpiecznych wyczynów, wpływają na stereotypowe postrzeganie tej grupy. Opierając się na typowych skojarzeniach, słysząc słowo motocykl, wyobrażamy sobie „ścigacz”; motocyklista – człowiek w skórzanym kombinezonie, jadący na jednym kole, przekraczający dozwoloną prędkość. To stereotyp, który często utożsamiany jest z całą grupą, a przecież nie powinien.


Zastanówmy się przez chwilę, czy wśród innych kierujących nie znajdziemy równie skrajnych zachowań? Czy innych użytkowników dróg nie moglibyśmy nazwać „piratami drogowymi”, czy też „szaleńcami”? Bez względu na to, do jakiej grupy się zaliczamy – kierowców samochodów, pieszych, rowerzystów, motocyklistów, znajdziemy takie osoby, które postępują wbrew zasadom bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Przecież to nie oznacza, że wszyscy tacy jesteśmy.


Zdecydowana większość motocyklistów respektuje zarówno przepisy, jak i zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym. O wiele większą radością jest dla nich rozkoszowanie się jazdą na swoich maszynach, niż wygłupy, które nierzadko kosztują ludzkie życie. Są to osoby świadome potencjalnych zagrożeń oraz ich konsekwencji, więc same jeżdżą z rozwagą, dbając o bezpieczeństwo własne, pasażerów, a także innych uczestników ruchu drogowego.


Potwierdzają to policyjne statystyki. Spośród 2766 wypadków drogowych, do których doszło w województwie pomorskim w 2012 roku, motocykliści byli sprawcami 62. To niewiele ponad 2% liczby ogólnej. Poniższy wykres przedstawia dane o wypadkach drogowych spowodowanych przez motocyklistów w odniesieniu do liczby ogólnej zdarzeń oraz ich skutków za rok 2012.

Jazda motocyklem daje wiele przyjemności. Jest również wymagająca. Dlaczego? 

Bo oprócz samej umiejętności prowadzenia, trzeba stale uważać, nie tylko na siebie. Motocyklista nie ma ochrony, jaką daje karoseria samochodu; nie ma pasów bezpieczeństwa, poduszek powietrznych, stref kontrolowanego zgniotu. W razie wypadku narażony jest na bardzo poważne obrażenia ciała. W zderzeniu z samochodem nie ma szans – chroni go jedynie kask, który w wielu przypadkach okazuje się niewystarczający. Z tego względu również kierowcy samochodów powinni zachować czujność i być gotowym na spotkanie motocyklisty na drodze.

 

Pamiętajmy, że każdy z nas jest równoprawnym uczestnikiem ruchu drogowego. Dbajmy nie tylko o własne bezpieczeństwo, ale również pozostałych użytkowników dróg. Szanujmy swoje wzajemne prawa, bądźmy MOTOPOZYTYWNI.

 

Kolejne szkolenie dla motocyklistów

12 marca 2013 zapraszamy na kolejne szkolenia dla motocyklistów z zakresu bezpieczeństwa na drogach, udzielania pierwszej pomocy oraz technik jazdy motocyklem.

Miejsce: Sala Konferencyjna „A” Hala Torwar, II piętro, ul. Łazienkowska 6a, Warszawa.
Start: godz. 16:30

16.00 – rejestracja uczestników
16.30 – 17.15 - Bezpieczeństwo Ruchu Drogowego
17.20 – 18.00 –Technika jazdy motocyklem
18.00 - 18.20 – Przerwa
18.15 – 19.15 – pierwsza pomoc 

1. Podstawy prawne udzielania pierwszej pomocy
2. Wyposażenie apteczki + bezpieczeństwo ratownika
3. Zabezpieczenie miejsca zdarzenia
4. Sprawdzenie stanu osoby poszkodowanej
5. Wezwanie odpowiednich służb- co powiedzieć dyspozytorowi?
6. Udzielenie pierwszej pomocy adekwatnie do stanu osoby poszkodowanej
- Resuscytacja krążeniowo- oddechowa
- Automatyczna Defibrylacja Zewnętrzna (użycie AED)
- Pozycja bezpieczna
- Ściąganie kasku

Zgłoszenia na szkolenie 12 marca 2013 można przesyłać w terminie do 10 marca 2013 mailem na adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. lub faxem.

POBIERZ kartę zgłoszeniową

Ostatnio na forum

  • Brak postów do publikacji.

Newsletter

Subskrybuj

Odbieranie